Sobotnie mecze we wrocławskiej hali Orbita miały prawdziwie słodko gorzki smak. Z jednej strony zespoły miały walczyć o wielki finał koszykarskich Mistrzostw Europy do lat 18, a z drugiej toczył się bój o miejsca 5-8 wśród przegranych zespołów z ćwierćfinałów. Miejsca, które są tak naprawdę bardzo marnym pocieszeniem dla każdego z zespołów.
W pierwszym z dwóch meczów o tej stawce zmierzyły się ze sobą drużyny Litwy oraz Chorwacji. Już przed pojedynkiem można było wyczuć, że atmosfera tego meczu będzie co najmniej letnia. O zwycięzcy tego meczu będzie decydować bardziej forma dnia i to czy dla danego zespołu się po prostu chce. Dla Litwinów w to sobotnie popołudnie się zdecydowanie bardziej chciało. Już po pierwszej kwarcie prowadzili oni różnicą 7 punktów i wyglądali znacznie lepiej niż ich chorwaccy przeciwnicy. Dobre zawody rozgrywał Arturas Gudaitis, który po 10 minutach gry miał na swym koncie tylko o jeden punkt mniej niż cały zespół Chorwacji. Center Litwy bardzo dobrze wykańczał wszystkie akcje jakie w dużej mierze wypracowali mu niżsi koledzy. Drugi z wysokich podkoszowych czyli Simonas Kymantas także korzystał z tej współpracy co można było zobaczyć po jego statykach punktowych.
O Chorwatach w tym meczu można powiedzieć tyle samo dobrego co o grze Polaków w meczu z Włochami czyli praktycznie nic. Dla nich mistrzostwa zakończyły się po przegranym meczu z Hiszpanią. A Litwini skrupulatnie to wykorzystali. Grając praktycznie bez żadnej presji, trafiali raz za razem nie przejmując się iluzoryczną obroną przeciwników. W drugiej połowie w dalszym ciągu dobrze grał Gudaitis będący najskuteczniejszym i najlepszym zbierającym zawodnikiem meczu z dorobkiem 27 oczek i 8 zbiórek. Cały zespół Litwy zmiażdżył swoich przeciwników z Chorwacji 87:60.
Chorwacja - Litwa 60:87 (14:21, 18:20, 10:22, 18:24)
Chorwacja: Ramljak 16, Buovac 11, Junakovic 7, Krstanovic 7, Brzoja 7, Cubric 7, Vukovic 5, Smolic 2
Litwa: Gudaitis 27, Grigonis 16, Kymantas 12, Semaska 8, Lekavicius 6, Mockevicius 4, Jogela 4, Dimsa 3, Narkevicius 3, Lekunas 2, Olisevicius 2
Polacy po najgorszym meczu w swoim wykonaniu na przestrzeni wielu ostatnich miesięcy stanęli przed bardzo trudnym zadaniem. W ciągu kilkudziesięciu godzin musieli się otrząsnąć po sromotnej porażce i zagrać mecz, który pozwoliłby im choć trochę zmazać złe wrażenie. Ich przeciwnikiem byli Francuzi, którym w starciu z Serbią bardzo niewiele zabrakło aby wyjść z niego zwycięsko. Polacy ten mecz rozpoczęli w podobnym stylu w jakim skończyli dzień wcześniej. Gra długimi momentami przypominała mecz na podwórku, gdzie zespoły biegają bez ładu i składu z jednego końca boiska na drugi bez pomysłu na wykończenie ataku. Na szczęście w podobnym stylu grała też Francja, która miała duże problemy z trafianiem do kosza. Trener Jerzy Szambelan już od pierwszych minut stosował dużą rotację składem tak aby wszyscy zawodnicy mieli szansę się pokazania i udowodnienia swojej przydatności. W drugiej kwarcie Polacy zaczęli zwalniać swoją grę i ustawiać zagrywki, które z biegiem kolejnych minut się zazębiały. W zespole Francji starali im się przeciwstawić Jean-Charles i Invernizzi gdzie obaj po 20 minutach gry mieli po 10 punków na swoim koncie. Jednak na prowadzeniu była polska drużyna prowadząca 36:31.
Początek drugiej odsłony gry nie rozpoczął się tak jakby tego można było oczekiwać. Polska kadra straciła jakby koncepcję gry i zaczęła coraz bardziej pola rywalowi. Michał Michalak, który w pierwszej połowie był najskuteczniejszym graczem Polski zatracił skuteczność w swoich wejściach pod kosz. Francuzi zaś po seryjnych trafieniach wyszli na prowadzenie. Dobra końcówka tej kwarty w wykonaniu Polaków pozwoliła im obronić 5-punktowe prowadzenie po pierwszej połowie. Ozdobą tego meczu była też wykonana akcja 2+1 Mateusza Ponitki, który przy wejściu po linii końcowej pod kosz był faulowany, a pomimo to trafił. W ostatniej części pojedynku zebrani w mniejszej liczbie niż do tej pory kibice mogli obserwować w końcu zespół Polski tak jaki by zawsze chcieli. Grający szybko, długimi momentami z pomysłem i zaangażowaniem. Mateusz Ponitka był tym graczem, którego można było zobaczyć w każdym miejscu na parkiecie. Dzięki jego postawie Polacy osiągnęli przewagę 10 oczek. Wystarczyła jednak tylko chwila gapiostwa i niezorganizowania aby Francuzi w ciągu kilku chwil doszli nasz zespół na zaledwie jeden punkt. Sygnał do ataku francuzów dał Sene trafiając za 3 i 2 punkty. Wtedy jednak swój dobry występ potwierdził Mateusz Ponitka trafiając bardzo ważne rzuty z gry oraz rzuty wolne. Dzięki temu zwycięstwu Polacy ostatniego dnia mistrzostw zmierzą się z Litwą w meczu o 5 miejsce w mistrzostwach.
Polska - Francja 70:66 (14:18, 22:13, 19:19, 15:16)
Polska: Ponitka 21, Michalak 13, Karnowski 10, Gielo 8, Szymkiewicz 8, Koelner 5, Niedźwiedzki 4, Matczak 1
Francja: Jean-Charles 18, Invernizzi 17, Dallo 8, Jaiteh 8, Sene 7, Howard 6, John 2
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy