Drugim starciem ćwierćfinałowym młodzieżowego Eurobasketu we Wrocławiu było starcie Turcji z Litwą. Dla zespołu Turcji, który jest jednym z najmłodszych zespołów na tej imprezie była to prawdziwa próba charakteru. Starcie z bardzo silną Litwą miało dać odpowiedź na pytanie na co stać ten zespół.
Początek tego pojedynku był bardzo obiecujący dla chłopaków znad Bosforu ponieważ większość ich akcji, które starali się grać szybko znajdowało drogę do kosza. Po pierwszych 5 ich punktach dopiero odpowiedź w postaci rzutu za 3 punkty oddał Lekunas z litewskiego zespołu. Kiedy Turcy prowadzili już 5 oczkami, trener Turków zdecydował się desygnować do gry najmłodszego zawodnika tych mistrzostw, a zarazem jedną z ich największych gwiazd czyli Kenana Sipahiego. Ten już chwilę po tym odwdzięczył mu się celnym rzutem za 3 punkty czym jeszcze bardziej wyprowadził na prowadzenie swój zespół. Przy stanie 18:8 dla Turcji na 4 minuty do zakończenia pierwszej kwarty szkoleniowiec Litwinów zmuszony był wziąć czas. Po powrocie na parkiet może nie tyle co poprawiła się gra Litwy ale Turcy przez swoje proste błędy kończone stratami piłki stracili 4 punkty z rzędu. Wystarczyła jednak chwila, kilka uwag trenera wyrażonych krzykiem aby doprowadzić do korzystnego dnia nich wyniku po pierwszej kwarcie 24:14.
Pomimo tego, że drugą kwartę Turcy rozpoczęli składem w którym brakowało ich najlepszego zawodnika czyli Kenana Sipahiego, to z przeciwnikami radzili sobie bardzo dobrze. Ciężar zdobywania punktów przez Turcję wzięli na siebie Tekin i Eroglu. Dzięki temu prowadzili już oni 14 punktami. Litwini jednak w żadnym wypadku nie zamierzali się poddać i w dalszym ciągu starali się grać swoją koszykówkę. Lekunas niepokoił w dalszym ciągu strefę obroną rywali swoimi wejściami pod kosz kończonymi rzutami kelnerskimi. Kiedy jednak przewaga Turcja spadała do zaledwie kilku punktów to w tym samym momencie uaktywniał się Kenan Sipahi, który tego dnia nie skupił się tylko na rzucaniu. Jednak jego podania znakomicie otwierały drogę do kosza partnerom, którzy nie mieli już problemów ze zdobyciem punktów. Sipahi po pierwszej połowie miał już na swoim koncie 5 asyst. Dołączając do tego dobrą grę na obu tablicach dało efekt w postaci 12-punktowego prowadzenia po pierwszej połowie.
Litwini jednak nigdy nie składają broni na żadnym poziomie rozgrywek czy też grupie wiekowej. Tym bardziej jeśli są to juniorzy, kiedy to trenerze starają się im wpoić dobre koszykarskie nawyki. Efektem tej nauki była trzecia odsłona meczu, kiedy to po jej 5 minutach Litwini zeszli już do straty zaledwie 4 oczek. Turcy w tym czasie kompletnie stracili wszystkie atuty jakie mieli czyli twardą grę w obronie, a szczególnie na deskach oraz konsekwentną i ułożoną grę w ataku. W dalszym ciągu niezły mecz rozgrywał Lekunas wspomagany przez Semaska i Jogela. Dzięki ich skutecznym akcjom wschodni sąsiedzi Polski uwierzyli w to, że mogą ten mecz jeszcze spokojnie wygrać. Pomimo tego, że Turcja kompletnie nie przypominała zespołu z pierwszej połowy to ich trener nie decydował się na wpuszczenie na parkiet Kenana Sipahiego. Było to o tyle zaskakujące i zastanawiające ponieważ Turcja nie tylko straciła przewagę, ale też i jej dystans do rywala zaczął się coraz bardziej powiększać. Dzięki wygranej tej kwarcie przez Litwę 30:13, prowadziła ona w całym meczu 56:51.
Głównym zadaniem szkoleniowca Turcji Erhana Tukera na przerwie między kwartami, było nie tylko poprawienie samej gry ale także i podbudowania morale zespołu. Litwini w ostatniej części gry pomogli swoim przeciwnikom dojść do nich punktowo ponieważ większość gracz starała się ten mecz rozstrzygnąć na własną rękę. Ich pojedyncze, często nieudane akcje, były prawdziwą wodą na młyn dla Turcji. Ta dość niepostrzeżenie po koszu zdobytym przez Tekina wyszła ponownie na prowadzenie 64:63, a chwilę później dołożyła jeszcze kolejne 4 oczka na niecałe 6 minut do końca spotkania. Wiele dorosłych zawodowych zespołów ma trudności z radzeniem sobie z takimi sytuacjami na parkiecie. Jednak nie Turcy, którzy pomimo swojego młodego wieku zagrali ja profesorowie i nie dali sobie wyrwać już tego zwycięstwa. Końcowy wynik 80:70 dał im upragniony sukces i był potwierdzeniem tego, że w półfinale Hiszpanów czeka bardzo trudna przeprawa.
Turcja - Litwa 80:70 (24:14, 19:17, 13:30, 24:9)
Turcja: Geyik 20, Tuncer 12, Erulku 12, Sipahi 9, Dokuyan 8, Tekin 6, Eroglu 5, Candan 4, Calban 4
Litwa: Lekunas 15, Jogela 11, Semaska 10, Kymantas 10, Mockevicius 9, Gudaitis 8, Olisevicius 5, Grigonis 2
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy