Jeden z najlepszych zawodników białostockiej koszykówki ostatnich lat, podpora Biatransu, jest zdania, że turniej w Inowrocławiu zakończy się pewnym awansem zespołu z Białegostoku do finału. Zdaniem Marcina Monacha Biatrans jest na dobrej drodze, by wypełnić lukę w białostockiej koszykówce i wywalczyć dla miasta II ligę.
Jak oceniłbyś wasze szanse w nadchodzącym turnieju eliminacyjnym?
Na pewno nie będzie to formalność. Do każdego przeciwnika trzeba podejść z pełnym zaangażowaniem, a my przeciwników nie znamy. Gdybyśmy wiedzieli przeciwko komu będziemy grać to być może podchodzilibyśmy do tego turnieju inaczej. Trzeba po prostu dać z siebie wszystko, wygrać te trzy mecze i wrocić zadowolonym do domu.
Czy zdarzyło ci się już walczyć w eliminacjach o II ligę?
Pamiętam podobne turnieje z Żubrami, gdy awansowaliśmy z trzeciej do drugiej ligi. Wtedy był rozłam w podlaskiej koszykówce, powstały Żubry i Branicki. Mieliśmy podobny turniej w Pruszkowie i bez większych problemów go wygraliśmy.
Czy wówczas było ciężej niż w tym sezonie?
Pierwsza runda poszła nam gładko tak jak teraz. Rozgrywki strefowe przeszliśmy też bez większych problemów, dopiero turniej półfinałowy był ciężki. Mieliśmy delikatną zadyszkę i przegraliśmy z Pruszkowem, ale więcej potknięć już nie było. Mam nadzieję, że teraz też nie będzie żadnych potknięć i bez problemu awansujemy.
Co twoim zdaniem było głównym czynnikiem, że znów w Białymstoku koszykówka przeżywa kryzys?
Nie było zaplecza młodzieżowego. To chyba główna przyczyna. Gdy wyklarowała się już sytuacja ligowa zabrakło młodych zawodników, którzy zasilaliby co jakiś czas nasz skład. Nie było tego, co teraz próbują naprawić Żubry.
Czy Biatrans będzie w stanie wypełnić tę koszykarską pustkę w Białymstoku?
Zapotrzebowanie na koszykówkę na pewno jest, co zresztą widać było w ostatnich meczach. Było sporo kibiców. Głównym motorem napędowym są oczywiście wyniki, jeśli wyniki będą to zainteresowanie również wzrośnie. Są na to przykłady choćby w innych dyscyplinach w naszym mieście.
Przez dłuższy okres czasu leczyłeś kontuzję. Z pewnością nie ma juz po niej śladu?
Na szczęście nie, ale powoli zastanawiam się nad zawieszeniem butów nad przysłowionym kołku. Kto wie, czy w najbliższej przyszłości nie zakończę gry w koszykówkę. Przez szereg lat to był jednak spory wysiłek. Trzeba zrobić miejsce młodszym zawodnikom.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy