Tym razem zagrają z bardziej doświadczonymi zespołami, z którymi już rywalizowali we wcześniejszych eliminacjach. Rozmawiamy z Kamilem Chwiedosikiem, szefem zespołu Biatrans Białystok.
Chyba łatwiej nie mogło być niż było?
Nic bardziej mylnego. Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że nie znaliśmy swoich przeciwników. Na przykład w pierwszym naszym spotkaniu z młodą drużyną z Kielna, mimo wysokiego wyniku końcowego, nie był wygrany na starcie. Nasi przeciwnicy bardzo ambitnie podeszli do tego spotkania i walczyli z nami jak z równym całą praktycznie pierwszą połowę.
Ale nie oszukujmy się. To byli młodzi zawodnicy, a w waszym składzie kilu boiskowych wyjadaczy, stare koszykarskie wygi. Nie mogło byc inaczej aniżeli pewne zwycięstwo Biatransuw tym turnieju. Pojechaliście tam po to, aby rozegrać trzy spotkania, zgarnąć komplet punktów i wrócić do domu w oczekiwaniu na turniej finałowy.
Zgadza się, właśnie po to tam jechaliśmy, natomiast w poszczególnych meczach sytuacja zawsze była inna. Po pierwsze trzeba pamiętać, że to był turniej. A w turnieju nawet mikrourazy, małe kontuzje są bardzo groźne, bo mogą wykluczyć z gry następnego dnia. Arek Zabielski grał z bolącym zębem i skończyło się na wizycie w szpitalnym pogotowiu. Paweł Czech w pierwszym meczu doznał lekkiej kontuzji i w dwóch kolejnych grał ostatkiem sił, a to są dwaj nasi kluczowi zawodnicy z pierwszej piątki. Tylko dzięki temu, że dysponowaliśmy szerszą kadrą na ten turniej mogliśmy ze spokojem wygrać wszystkie spotkania. W meczu z Tarnovią na boisku pojawił się Tomek Jarmulak, który zdobył 11 punktów z rzędu i dzięki temu nie przegrywaliśmy.
A to nie jest tak, że grając z takimi przeciwnikami w pewnym momencie może wam umknąć rozpracowanie lepszego rywala, który może was zaskoczyć?
To dobre pytanie, ale powinno być raczej skierowane do trenera. W najbliższym turnieju będziemmy grać z zespołami, z którymi mamy już na koncie pojedynki, ale z drugiej strony w szaleństwie tych młodszych drużyn, z którymi teraz rywalizowaliśmy jest jakaś mocna strona. Z kolei inaczej podchodzi się do zespołów naszych najbliższych przeciwników, gdy drużyny są poukładane, mają swoich liderów i przynajmniej jest pewien punkt zaczepienia, czego się można po nich spodziewać. Bo i w Piotrkovii i w Radomiu są zawodnicy, wokół których te drużyny są zbudowane.
W takim razie nie może być inaczej jak również zwycięstwo w turnieju finałowym?
Wierzymy w to i mam nadzieję, że tak będzie.
rozmawiał Paweł Surynowicz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy