Nieszczęśliwie, bo porażką w czterech setach zakończył się wasz ostatni mecz - z Avią. Z jakimi nadziejami jechaliście do Świdnika?
Nie ma co ukrywać - do Świdnika jechaliśmy po punkty. Jak wiadomo, wcześniej przegraliśmy dwa mecze u siebie, przed własną publicznością i chcieliśmy sobie nieco poprawić humory. Niestety, nie udało się. Generalnie zagraliśmy słaby mecz. Rywale nie popełniali tyle błędów co my, wykorzystywali kontry... Na pewno nie wolno zapominać, że Świdnik to trzecia drużyna zeszłego sezonu, a że nie zrobili wielkich zmian personalnych to kolejny rok, mają dobry zespół. Po słabszych występach, kiedyś musieli się w końcu "obudzić"... Trafiło akurat na mecz z nami, chociaż trzeba sobie powiedzieć, że nie zagrali też jakoś rewelacyjnie. Po prostu - mylili się od nas trochę rzadziej.
Wygrany przez Ślepsk trzeci set, przypisałbyś poprawie waszej gry, czy raczej to rywale na chwilę przestali się "starać"?
Powiedziałbym, że to my zaczęliśmy grać wreszcie trochę lepiej... Szczerze? Myśleliśmy, że uda nam się doprowadzić do tie-breaka, a później powalczyć w nim i wywieźć ze Świdnika chociaż dwa punkty. Stało się jednak inaczej... Zagraliśmy naprawdę bardzo słabo w przyjęciu, co przełożyło się na mniej dokładne rozegranie, jak również mniej skuteczny atak. Była to, krótko mówiąc - gra błędów w naszym wykonaniu, a co oczywiste, kto popełnia ich mniej - ten wygrywa. My akurat w tym meczu popełniliśmy ich więcej. Dodatkowo, przeciwnikom pomogła dobra zagrywka i atut własnej hali. Hali, która swoją drogą, jest dosyć specyficzna, niska i gra się na niej ciężko.
Twoim zdaniem, ostatnie porażki Ślepska to wina coraz trudniejszych przeciwników, presji wyników czy jeszcze czegoś innego?
Po pierwsze - mamy faktycznie coraz mocniejszych rywali. Po drugie - nasza "maszynka" do wygrywania zacięła się nam w meczu z Gdańskiem. Wielu kibiców miało duże oczekiwania i bez wątpienia - ciążyła na nas pewna presja, chociaż ja konkretnie nie odczuwałem akurat jakiegoś wielkiego stresu przed tym pojedynkiem. Traktowałem to spotkanie jak każde inne, tak więc ciężko mi stwierdzić tutaj, że to wina presji... Fakt faktem, że zagraliśmy we wspomnianym meczu zdecydowanie nie najlepiej. Szkoda, że nie wyszło tak jak chcieliśmy, żeby wyszło. Później kolejny mecz - z Gorzowem, znowu przed własną publicznością, znowu przegrany i znowu "czar" hali prysł. Tak czy inaczej, trzeba powiedzieć uczciwie, że przegraliśmy z bardzo dobrymi zespołami.
No właśnie, wasz pogromca w pierwszym meczu pucharowym - Gorzów, został właśnie liderem tabeli. Przed wami aż dwa spotkania z tym przeciwnikiem - 4 grudnia ligowe i 8 grudnia rewanż w ramach PP... Jak oceniasz potencjał gorzowian i wasze szanse w tych meczach?
Gorzów to zespół poukładany, równy, mocny personalnie. Dysponują trudną zagrywką i niezłym przyjęciem. Myślę, że celują nie tylko w czwórkę, ale i finał ligi, awans do PlusLigi. To wymagający rywal, niemniej na pewno nie czujemy się od nich gorsi. My również potrafimy grać w siatkówkę. Tak naprawdę, wszystko zależy od dyspozycji dnia. Mamy dobrą drużynę, dobrych trenerów - i myślę, że wystarczy to, żeby podjąć równorzędną walkę. Wiadomo, wszyscy powtarzają "liga jest najważniejsza" i oczywiście, jedziemy tam przede wszystkim, żeby wygrać mecz ligowy, ale idąc za ciosem, chcemy wygrać także mecz pucharowy. Ten drugi mecz z Gorzowem, nie będzie przez nas potraktowany ulgowo. Wygrywając trzy do zera, gramy dalej. Nic nie jest jeszcze stracone.
W scenariusz trzy-zero wierzycie nie tylko wy, ale i bez wątpienia wszyscy wasi kibice. A tych, mimo ostatnich porażek, zdaje się, że wcale wam nie ubyło...
Na boisku, jak w życiu, są gorsze chwile, są lepsze chwile, ale mam nadzieję, że kibice są z nami, i w jednych i w drugich. I za to właśnie jesteśmy im wdzięczni. Teraz musimy po prostu poprawić naszą grę, zacząć od nowa, zacząć znowu wygrywać. Na pewno przyzwyczailiśmy kibiców, że niezależnie czy to po trzech, czy to po pięciu setach, ale schodzimy z parkietu jako zwycięzcy. To prawda - przyszedł gorszy czas, ale nie można było zakładać, że będziemy wygrywać do końca sezonu, mecz za meczem, że do końca będziemy zapisywać same dobre spotkania. Trzeba się podnieść po tych porażkach i grać dalej. Mogę obiecać, w swoim imieniu i w imieniu kolegów, że zrobimy wszystko, żeby zwyciężyć w obu meczach w Gorzowie. Chcemy przełamać złą passę.
To twój pierwszy rok w barwach Ślepska... Na zakończenie, zdradź proszę, gdzie rozpoczynałeś swoją przygodę z siatkówką i co przeważyło o wyborze na ten sezon właśnie klubu z Suwałk?
Pochodzę spod Warszawy, z Międzyborowa i tam właśnie stawiałem swoje siatkarskie "pierwsze kroki". Jako junior występowałem w MDK-u Warszawa, razem z Bartkiem Krzyśkiem i z Łukaszem Kaczorowskim. Później nasze drogi się rozeszły. Bartek jest młodszy - został więc jeszcze w Warszawie, Łukasz poszedł do Piły, a ja na trzy lata do Wilgi Garwolin... aż spotkaliśmy się ponownie w Ślepsku. A co przeważyło, że dołączyłem do Suwałk? Wiadomo, podstawowy powód - zamiast drugiej ligi, pierwsza liga. Mówiąc wprost - istnieje spora różnica między tymi szczeblami rozgrywek. W Ślepsku trenujemy codziennie, w drugiej lidze różnie to bywa... Z wyboru klubu jestem bardzo zadowolony. Atmosfera jest fajna, bardzo dobrze dogadujemy się z trenerami, więc warunki do pracy mamy naprawdę świetne - można skupić się wyłącznie na trenowaniu.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy