- Przyznam się szczerze, że już dawno nie jeżdziłem. Rajdowcy potrzebują jazdy jak normalni ludzie tlenu. Nie da się bez tego żyć - mówił po zakończeniu rajdu Wojciech Śliwowski. Zapytaliśmy go jak ocenia kolejny Rajd Podlaski.
- Odcinki dobrze zabezpieczone. To, że się troszeczkę zniszczyły to już jest niejako problem organizatora, ale nam odpowiadały. Takie są polskie szutry i trzeba sobie na nich radzić - mówi Wojciech Śliwowski. - Najważniejsze, że znów wsiadłem do samochodu i mogłem się nim poprzemieszczać. Zobaczymy jak to wszystko wyszło, jeszcze tego nie analizowaliśmy, a jestem ciekaw tym bardziej, że pojechał ze mną nowy pilot. W ostatniej chwili zgodził się ze mną pojechać, a cały start stał jeszcze w piątek pod znakiem zapytania. Gdyby nie Sebastian, który zgodził się pojechać na prawym fotelu, na co dzień kierowca - mówię o Sebastianie Banasiku - no to pewnie zamykałbym tą stawkę jako jakieś "K" albo "zero", czyli auto wspierające, a tak udało się pojechać normalne zawody - mówi Śliwowski.
Mistrz Polski w klasie HS2000 był również obecny na sobotnim Super Sprincie. Jak sam mówi nie odmówiłby sobie startu w tego typu wydarzeniu. - Sprint potraktowaliśmy jako jeszcze lepszą zabawę niż cały rajd. Taka była chyba idea tego wszystkiego, żeby goście przyjechali i pokazali co potrafią zrobić swoimi czterokołowymi pojazdami. Kibice byli uśmiechnięci, nic się poważnego nie stało czyli było bardzo dobrze.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Sportowepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie się z regulaminem.
Partnerzy